poniedziałek, 30 listopada 2009

009

Wiesz, lubię te wszystkie drobiazgi. Kiedy rzucisz jakimś uroczym tekstem, a ja później chichram się przez pół godziny.
Kiedy na gg zapytasz, czy koniecznie musisz się ogolić, wysyłając jednocześnie uśmiechniętego Garfielda.
Kiedy cierpliwie uczysz mnie penspinningu, każąc skleić taśmą palce lub ich nie uginać.
Kiedy zgniatasz pustą butelkę przed wyrzuceniem do śmieci.
Kiedy przytulisz mnie i wyszepczesz do ucha, że ślicznie dziś wyglądam.
Kiedy mówisz, że podoba Ci się, jak ułożyły się moje włosy, choć sama mam ochotę ogolić się na łyso.
Lubię te wszystkie drobne i codzienne rzeczy. Uwalić się na kanapie przed telewizorem, z kubkiem herbaty. Lenić się bezczelnie całe popołudnie. Nie robić po prostu kompletnie nic. Tylko czasem, tak dla odmiany podokuczać sobie nawzajem. Wbić palce między żebra, łaskotać, zrzucić z łóżka. I przy wszystkim śmiać się jak nienormalni.
Naprawdę bardzo to lubię.
Lubię marnować z Tobą czas, bo wtedy wydaje mi się, że jest go dwa razy więcej.

środa, 18 listopada 2009

008

Siedzę w ciemnym pokoju. Wpadłam w jakąś melancholię, można by nawet powiedzieć, że dołka. Nagle słyszę ciche, miękkie stąpanie. Udaję, że nie słyszę, żeby go nie spłoszyć, ale na mojej twarzy pojawia się cień uśmiechu. Po chwili czuję na swojej łydce coś zimnego i mokrego. To jego nosek. Potem ociera się o mnie. To znaczy, że jest głodny. Spoglądam na niego - patrzy na mnie wyczekująco. Okej, chodź na kolację, mały. Wstaję, a on cicho mruczy z zadowolenia. Biorę go na ręce i idziemy do drugiego pokoju. W połowie drogi przystaję i wtulam się w niego, a on nie protestuje. W końcu nakładam mu do miski jego ulubione jedzenie. Jeszcze raz ociera się o mnie, a potem zaczyna jeść. Stoję i patrzę na niego. Co z tego, że gubi sierść na potęgę i mam teraz całą koszulę w futrze. Co z tego, że większość moich ciuchów jest ciemna, a jego futro białe. Co z tego, że mam pełno blizn i zadrapań po jego pazurach. Co z tego, że od urodzenia prawdopodobnie nie widzi na jedno oko. Co z tego, że czasami wpycha się w nocy na moją poduszkę lub przynosi mi do łóżka zabawki o 2, 3 w nocy. Ale to on ZAWSZE czeka przy drzwiach, kiedy wracam do domu, grzeje mi nogi, kiedy jestem chora, przychodzi do mnie, kiedy mi smutno... Zawsze bezinteresownie mnie kocha, nigdy mnie nie skrytykuje, nie zwyzywa... Zakochałam się w nim od samego początku. Kiedy pojadę na te nieszczęsne studia, jego będzie mi brakowało najbardziej zaraz po babci.
Mój kot, mój wspaniały czterołap.

sobota, 7 listopada 2009

007

Tak więc, po zmiennych planach w końcu wybrałam się na ten koncert do Kawonu, razem z Panem Winogronem. Jakieś 10 min przed planowanym wejściem Comy na scenę zajęliśmy z pozoru dobre miejsce, pod samą sceną. 10 min przedłużyło się do ok 50, ale cóż. Przynajmniej mieliśmy wesołe towarzystwo.
Kiedy zespół zaczął grać, zaczęły się również (nie)kontrolowane ruchy wśród tłumu. Po kontakcie obcego glana z moją łydką postanowiłam cofnąć się kapkę do tyłu, za to całe pogo. Mój mężczyzna co jakiś czas dawał mi słodkiego buziaka i wskakiwał w ten dziki tłum. Ja za to miałam dobrą miejscówkę - tuż przy sympatycznej parze, gdzie on własnym ciałem osłaniał ją od 'obcych', więc oprócz tego siniaka na łydce nie odniosłam większych obrażeń.
Niestety, natura kobieca bywa bezlitosna. Organizm zmusił mnie do wyjścia przed końcem - na szczęście niedużo.
Ogólnie muszę przyznać, że Roguc i tym razem mnie nie rozczarował - była chrypka, była energia, były moje ulubione kawałki. Jedyne czego żałuję, to że nie dałam rady wysłuchać do końca 'Zbyszka'. Utwór ma dla mnie jakąś wartość sentymentalną, bo właśnie on był przełomem między okresem techna w moim życiu (nie, nie krzyczcie, byłam młoda i głupia) a cięższym brzmieniem. Mam nadzieję, że posłucham jeszcze Comy w plenerze, jak w maju. Przynajmniej będę miała pewność, że wytrzymam do końca koncertu.

środa, 28 października 2009

006

Coś jakby wygrałam. Wyszło, że to nie była moja wina, choć takie usłyszałam zarzuty. To nie ja okazałam się egoistką. I właśnie kompletnie przestałam się przejmować całą sytuacją. TRIUMFUJĘ.
[O matko, baby są durne, jestem typową, czołową przedstawicielką.]

Lubię usiąść przy Nim, bez słowa wtulić nosek w Jego szyję, zamknąć oczy i siedzieć tak bez słowa. Po prostu czuć Go obok.

Patrzenie na cudze szczęście i cieszenie się razem z nim sprawia mi radość. Prawie taką, jak kiedy sama jestem szczęśliwa.

piątek, 9 października 2009

005

Dobrze mi. Dokładnie tak, jak zawsze chciałam, by było. Tak... kolorowo. Miło, przyjemnie. Wspaniale.
Odkąd poczułam to gdzieś tam głęboko w środku, nie próbowałam tego gasić. Miałam już jakieś przeczucie, że jeśli teraz to zwalczę, to długo będę tego żałować. Pozwoliłam się temu rozwijać, i rozwija się do dziś. Z każdą chwilą, minutą, sekundą jest coraz silniejsze i intensywniejsze.
Złapałam swoje Szczęście za rękę, nie mam zamiaru Go puszczać.

poniedziałek, 5 października 2009

004

Nie podoba mi się... Siedzę nad projektem, wszystko ładnie pięknie, ale w głowie jedna myśl - nie tak miała ta architektura wyglądać. W tym roku okazało się, że ta cała budowlanka wcale nie jest dla mnie. Łazi za mną wrażenie, że po skończeniu tej szkoły będę miała zmarnowane 4 lata. Egzaminu zawodowego nie zdam, to wiem już teraz. Nawet się tym nie przejmuję, niepotrzebny mi ten technik. Tyle, że jestem rozczarowana, i to cholernie...

wtorek, 29 września 2009

003

Po dłuższym zastanowieniu stwierdzam, iż jest to po prostu śmieszne. Ja nie mam zamiaru rozmawiać z kimś, kto nie potrafi mi prosto w oczy powiedzieć, co do mnie ma, tylko pisze to smsem. Bo moim zdaniem to jest tchórzostwo.
A moje ego zostało nietknięte. :)